Lubię poranki, gdy mogę przez tych kilka pierwszych chwil dotykać mojej skóry dłoni. Lubię celebrować te moje chwile. Potrzebuję dotyku. Ciało moje potrzebuje.
Panie Boże, dlaczego tak wszystko komplikujesz?
czwartek, 21 października 2010
niedziela, 25 lipca 2010
Panie z drugiej strony ulicy
Powiedz co czujesz, tak w głębi duszy, tak w sobie. Zamknij oczy, cichutko będę szeptać Ci do ucha zaklęcia, byś odkrył co jest ważne, a co nie. A może kłamałam? Może nie da się tego odkryć, bo nasza dusza jest jedynie przepływem, ładunkiem elektrycznym. A może po śmierci nie będzie już nic, ani mnie, ani Ciebie tylko pustka, pustka, której nie zdążymy nawet zauważyć. Może istnieje wielki bezsens tego co robimy, może tak, a może nie. Panie z drugiego końca ulicy, Ty co siedzisz tylko na parapecie, Ty ze wzrokiem wpatrzonym w niewidzialny punkt. Powiedz mi czy one są martwe? Czy kiedyś opuścisz swoją strażnicę, przejdziesz na moją stronę ulicy. Nie bój się świata, przecież tutaj latają motyle, przecież za rogiem na katarynce starszy Pan gra.
Wiesz, świat wokół mnie przypomina 'L Worda', czasami nie wierzę w to co się dzieję. Lubię być tym cichym obserwatorem, tym co nie skrytykuje Cię, może czasami się pośmieje, że spałaś z połową Łodzi, albo każe Ci zabezpieczać się, bo nigdy nic nie wiadomo. Lubię siadać i obserwować co się dzieje, lubię pierwsze ekscytacje, lubię tańczyć na stole i nawet to, że zapominam założyć stanik do prześwitującej bluzki, uwielbiam spacerować w deszczu. Wiesz, nigdy nie składałam pocałunków w deszczu, a przecież to może być piękniejsze niż myślisz.
Wiesz, świat wokół mnie przypomina 'L Worda', czasami nie wierzę w to co się dzieję. Lubię być tym cichym obserwatorem, tym co nie skrytykuje Cię, może czasami się pośmieje, że spałaś z połową Łodzi, albo każe Ci zabezpieczać się, bo nigdy nic nie wiadomo. Lubię siadać i obserwować co się dzieje, lubię pierwsze ekscytacje, lubię tańczyć na stole i nawet to, że zapominam założyć stanik do prześwitującej bluzki, uwielbiam spacerować w deszczu. Wiesz, nigdy nie składałam pocałunków w deszczu, a przecież to może być piękniejsze niż myślisz.
piątek, 4 czerwca 2010


to tak troszkę, aby być urocza i słodka.
Latam na rzęsach, nie wywołuj wilka z lasu. A psik, małe zamieszanie w głowie i w sercu. Czasami nie umiem dojść do tego co czuję.
Zabawne jest życie europejki w gąszczu miasta. Mężczyźni mojego życia.
A teraz jedno: proszę, proszę, proszę. Chcę, aby wszystko było poważnie i dorośle, to będzie fajne, dobre i miłe.
A teraz nie będzie zaklęcia, wróżki, ani czary mary,
teraz będę ja!
sobota, 22 maja 2010

I owszem, chciałabym teraz siedzieć na plaży i słyszeć kojący szum morza. I chciałabym oglądać zachody i wschody słońca, gdy wiatr głaszcze mnie po twarzy. W morzu jest ukryty taki spokój i taka radość. I chciałabym przesypywać piasek między dłońmi i ustami opuszki palców dotykać. Cudownie byłoby mieć mokre stopy, albo ciało, które zmyła morska woda. I lubię wychodzić z morskich kąpieli z włosami przyklejonymi do twarzy i nabrzmiałymi z zimna piersiami do których przykleił się stanik. I tak, cholernie zazdroszczę Ci dzisiejszego spaceru plażą i będąc tak daleko mogłam przez słuchawkę słyszeć szum fal. (bo przecież milion razy wzbudziłeś we mnie zazdrość, gdy leżałam na łóżku patrząc w sufit i wiedziałam, że nie wiem ile bym szła to i tak nie zdarzę na nadmorski zachód słońca, dzisiejszego dnia.
niedziela, 25 kwietnia 2010
wtorek, 20 kwietnia 2010
niedziela, 18 kwietnia 2010
piątek, 16 kwietnia 2010
niedziela, 4 kwietnia 2010

Złapałam w dłonie kubek herbaty, był ciepły, ciepły do tego stopnia, że oplotło mnie, aż po czubki palców. Unoszące się drobinki cynamonu w powietrzu i ten zapach, zapach świąt. Bazie i świeży chleb, a do tego pomarańcze. Uwielbiam się uśmiechać, kiedy nadchodzi poranek.
Jestem banalna, przesadna, teatralna.
Ambiwalentna, egoistyczna.
Palę jednego papierosa za drugim, piję wódkę bez potrzeby kieliszków.
Często nie kończę na jednym czy dwóch piwach.
Jestem heterosexualna (mimo Tych wszystkich plotek, kobiet, pocałunków, tańców, spotkań i spojrzeń w oczy. Mimo przytuleń, opowieści, chodzenia do klubów branżowych i tego wszystkiego.)
Często też myślą, że jestem erotomanką, rozwiązłą jak nikt inny.
Ale to nie ja.
poniedziałek, 22 marca 2010

Wszyscy powoli rozchodzą się do swoich stron, swoich małych syntetycznych światów zbudowanych na kontrowersyjnych i dość chwiejnych podstawach. Chciałabym zacząć życie od nowa, zacząć od nowa z tą wiedzą jaką mam dziś. Mój pies ze spuszczoną głową smętnie przechadza się po domu, czuję z nim dziwną więź, on zawsze wydaje mi się taki przygnębiony. Chciałabym chociaż na chwilę móc z nim nawiązać jakiś werbalny kontakt, spytać się o to co jest dla niego ważne i czy czuję jakąś samorealizację swojego Ja. (i nie pisać mi tutaj, że to abstrakcje, bo zwierzęta nie są istotami rozumnymi, bo zdaję sobie z tego sprawę.) Zadziwiam samą siebie moim wewnętrznym spokojem i rozdarciem. Niezrozumieniem i tym wszechogarniającym bezsensem, który czasami napędza mnie do jakiegokolwiek działania. Jestem trochę takim wolnym duchem, który uwielbia dezorganizację, rozstrojenie i pewną dawkę nieodpowiedzialności. Jestem kimś kto najlepiej czuje się w stanach granicznej euforii i depresji. Nie zadowala mnie obojętność, apatia.
Trzeba wstać o 7 rano, otworzyć jedno oko, a później drugie. Trzeba spojrzeć na świat przez wpół otwarte powieki. Na samym początku sprawia to ból, ból sprawia światło. Mały, głupi wynalazek natury, oko. "Piwne oczy są skutkiem połączenia Rozpraszania Rayleigha i średniej ilości melaniny w przedgranicznej warstwie tęczówki".Zabawne, zupełnie nie znam się na naukowych wyjaśnieniach, zupełnie ignoruje je i teraz tak sobie pomyślałam, że robię okropny błąd.
sobota, 20 marca 2010

Jestem kobietą, nie da się ukryć. Studentką, a przynajmniej mam taką nadzieję. Córką, bo dzieckiem kogoś zawsze na szczęście jeszcze musimy być. Zastanawiam się kim jestem ponad to. Kim, prócz tych z góry narzuconych czy to genetycznie czy społecznościowo masek to kim jestem. Idealistką? Chyba ostatnio za bardzo, a przynajmniej tak mi się wydaję. Chciałabym wiele, a za mało mam siły, odwagi i motywacji, aby zrobić (to, tamto, cokolwiek). Jestem takim głupiutkim, małym leniem z mnóstwem pomysłów, których nie chce się realizować. Rozbijam się od knajpy do knajpy, od człowieka do człowieka, ale tak naprawdę to nic z tego nie mam, nawet satysfakcji. Jem coraz więcej, pije coraz mniej, przerzucam strony w książkach z coraz większą prędkością oraz sypiam po 12 godzin. (kto by pomyślał, że niegdyś taki ranny ptaszek jak ja będzie sypiał do godziny 12) Staram się być silna, iść do przodu, ale czuję wszechogarniającą pustkę gdzieś w środku. (myślicie, że w pewnym wieku rodzi się coś takiego wewnątrz człowieka, kiedy pogrąża się i topi w jakiegoś rodzaju stagnacji czy może rezygnacji. Kiedy skacze od wspomnienia do wspomnienia, od marzenia do marzenia?) Ostatnio czuję jakieś dziwnego rodzaju osamotnienie, mimo iż ciągle gdzieś jestem, ciągle coś robię, ciągle ktoś czegoś ode mnie chce. Moje życie jest, albo pełne ekscytacji, albo stagnacji. (Cholera nie możesz kiedyś znaleźć złotego środka?)
Ale proszę Państwa teraz nie ma się czym martwić (ja sama pomartwię się za siebie, za Ciebie i za cały świat. Bo ostatnio przecież tylko to robię. Nie jest mi potrzeba ta wiedza jaką mam ostatnio, ani te przemyślenia jakie znajdują się w mojej głowie, bo one popsuły wszystko, bo one sprawiły mi wielki ból i uczucie pustki i beznadziei. Chciałabym potrafić zatrzymać potoki myślowe w mojej głowie, chociaż na chwileczkę). Teraz jest wiosna, albo pojawi się za dosłownie kilka sekund i znowu będziemy tańczyć na tęczy i znowu będziemy boso biegać po łące. Jestem taką małą dziewczynką z wielkim uśmiechem na twarzy. Myślicie, że Rembrant też palił papierosy? A czy Monet umiał gwizdać? Ciekawe co by powiedział Mickiewicz, gdyby zobaczył najnowszy model BMW, a Mozart, gdyby usłyszał Feela. Ciekawe co zrobiłabym ja, gdybym żyła w XVIII wieku.
-Mamo, dlaczego nie nauczyłaś mnie żyć? Dlaczego wpajałaś mi te idealistyczne, konserwatywne zasady? Mamo, dlaczego nie umiem wszystkiego tak prosto, dlaczego nie umiem chodzić na skróty?
piątek, 19 marca 2010
czwartek, 18 marca 2010
Kochałam Twoje rzęsy jak osiadały na kryształowej tafli wody, pryzmat szklanego dna w Twoich oczach i smak ust o poranku jak gwiazdy chowają się przed słońcem. Lubię jak mówisz mi o sobie i te Twoje banalne marzenia. Dzień już przeminął, kwiatki w wazonie dawno umarły, a ja nadal siedzę i śpiewam. Uwielbiałam bajkę o Tobie i o mnie pisaną słowami poety, uwielbiałam lepić pierogi i rano wpadać na Ciebie w kuchni. Pamiętasz jak razem składaliśmy słowa? Jak mój początek był końcem Twojego, jak byliśmy nierozerwalną drogą? I Twój dotyk najmniejszych części mojego ciała i nasze złączone dłonie i stopy. Piliśmy mleko z tej samej szklanki, jedliśmy z tego samego talerza, a dziś?
Dziś jest tylko nieodebrany telefon, suchy liść na stoliku.
Dziś jest niedokończony list i łza schowana w ulubionym sekretarzyku.
Dziś zdjęcie, jedno, bo zostawiłaś mi tylko jedno w portfelu i zapach unoszący się gdzieś pomiędzy zaklętymi dniami.
Dziś jest tylko Twoje imię na nagrobnej płycie ukryte miedzy tymi czarnymi krukami.
Dziś jest tylko nieodebrany telefon, suchy liść na stoliku.
Dziś jest niedokończony list i łza schowana w ulubionym sekretarzyku.
Dziś zdjęcie, jedno, bo zostawiłaś mi tylko jedno w portfelu i zapach unoszący się gdzieś pomiędzy zaklętymi dniami.
Dziś jest tylko Twoje imię na nagrobnej płycie ukryte miedzy tymi czarnymi krukami.

na płot wlazł kot
na drabinę wrzucili świnie
na żyrandolu ćma gniazdo uwiła
pies siedzi na grzędzie
mucha na taborecie
na kiblu gra zająć
królik słonia udając siedzi na stole,
a mole, mole w szafie grasują
świnie na parapecie denerwując.
Łup, przyszła zima
zimy nikt nie lubi
Łup, niedopałek papierosa
pusta puszka, ucho oderwane
Ciach, mąka z okna sypie
Mucha, stonka, dwa łabędzie
baba, facet, dziecko, strach
mój kochany zaklnij, Bach.
sobota, 13 marca 2010
Zrobiłam sobie wycieczkę w miejsca gdzie do tej pory nie zaglądał nikt. Nie zdawałam sobie sprawy z ich istnienia do chwili, gdy nie dotarłam tam. Na niebie trzy księżyce, a w tle słychać Czajkowskiego. Krajobraz dość surrealistyczny, pełen pustych butelek i skradzionych pocałunków. Schowałam przed światem siebie i zamknęłam w najbardziej odległym miejscu w mojej głowie. Zabawne jest, gdy nie potrafi się żyć i nie potrafi umrzeć. Jestem kobietą, a kobiecy los jest wyjątkowo ciężki, a kobietą nie jest łatwo być.
I nie ma krakowskich przedmieści
i nie ma burzy w środku niczego
I nie ma krakowskich przedmieści
i nie ma burzy w środku niczego
czwartek, 4 marca 2010
W jakim to świecie mi żyć przyszło? Co za godziny zegar wybija? Nadeszły złe czasy, ale nie takie z masą wojen tu i teraz, czasy popkultury, postmodernizmu i wszystkiego inter. (i nie mam tutaj na myśli sportowej drużyny) Jaki to świat wydał na świat moje jestelstwo i gdzie ja mam szukać siebie, jak wszystko jest tak pogmatwane. Co to za miejsce w którym mam żyć i co to za epoka pełna niedokończonych spraw. Bóg sobie zakpił, Bóg sobie drwi, bo przecież wszystko jest tylko groteską. (i do tego bardzo kiepską groteską)A jutro nie umaluję na czerwono paznokci i nie wstanę prawą nogą z łóżka. A jutro będę latać na skrzydłach dawnych dni o których mogę tylko śnić. Napełniam kielich mnie ciągłą frustracją nadchodzących dni, napełniam żalem i radością, bo trochę mam ich w sobie. Chciałabym wypełnić do końca wielką nienawiścią, bo przecież na miłość jest już stanowczo za późno.
Czasy miały być wyzwolenia, ze wszelkich ram. A gdzie ta rewolucja, a gdzie tu pasuje ja z moim Bogiem i zakazem zła. A gdzie tutaj ja konserwatywna i staroświecka. A gdzie pasuje ja bez sexualnych wyzwoleń. Bez niczego co kończy się na 'alnych'.
Czasy miały być wyzwolenia, ze wszelkich ram. A gdzie ta rewolucja, a gdzie tu pasuje ja z moim Bogiem i zakazem zła. A gdzie tutaj ja konserwatywna i staroświecka. A gdzie pasuje ja bez sexualnych wyzwoleń. Bez niczego co kończy się na 'alnych'.
poniedziałek, 1 marca 2010
czwartek, 18 lutego 2010
ślady na ścianie.
Kolejny sezon, odcinek, minuta Dr. Housa pojawia się i znika na ekranie ze szkła. Tynk ze ścian sypie się, wyjadam z okien kit, kiedy nikt nie patrzy. Cały świat jest ukryty za zasłoną z moich prywatnych paranoi i obsesji. Są miliony, ostatnio nawet milion i kilka. Bóle wewnętrzne i zewnętrzne rozkładają mnie i moje ciało na części pierwsze. Jestem zmęczona, ale nie tak jak Ty fizycznie. Jestem zmęczona każdym milimetrem ciała.
Proszę Pana delikatnie niech Pan muska mnie po kręgosłupie opuszkami palców. Marzę o takim spokojnym wieczorze z rozmowami przy butelce czerwonego półwytrawnego wina i dymem w powietrzu, dymem od ilości wypalonych papierosów. (Może to tandetne, ale palenie papierosów w łóżku, nago jest seksowne.) Wieczór w białej pościeli i drżącymi policzkami i ciałem poruszającym się zgodnie z rytmem w jakim mnie dotykasz. Ślady czerwonej szminki na kieliszku i Twoich nadgarstkach. Oddech Twój na brzuchu mym i w tle Mozart. Na stole mamy tylko świece, światła zgaszone i tak cały wieczór. Od słów do pocałunków, najpierw tych bardzo niewinnych. Chciałabym znaleźć klucz do Twojego pieprzonego, a z resztą to nie ważne, nie teraz. Pragnę tego erotyzmu dawkowanego tylko powoli i wszystkiego innego. Rozterki, znowu to samo. Obsesyjne obsesje z dużą dawką optymizmu.
Dzień jak co dzień.
A od jutra szalejemy od rana z 2xM i epistemologicznymi romansami, a wieczorem z Kahu i Ronaldem.
Proszę Pana delikatnie niech Pan muska mnie po kręgosłupie opuszkami palców. Marzę o takim spokojnym wieczorze z rozmowami przy butelce czerwonego półwytrawnego wina i dymem w powietrzu, dymem od ilości wypalonych papierosów. (Może to tandetne, ale palenie papierosów w łóżku, nago jest seksowne.) Wieczór w białej pościeli i drżącymi policzkami i ciałem poruszającym się zgodnie z rytmem w jakim mnie dotykasz. Ślady czerwonej szminki na kieliszku i Twoich nadgarstkach. Oddech Twój na brzuchu mym i w tle Mozart. Na stole mamy tylko świece, światła zgaszone i tak cały wieczór. Od słów do pocałunków, najpierw tych bardzo niewinnych. Chciałabym znaleźć klucz do Twojego pieprzonego, a z resztą to nie ważne, nie teraz. Pragnę tego erotyzmu dawkowanego tylko powoli i wszystkiego innego. Rozterki, znowu to samo. Obsesyjne obsesje z dużą dawką optymizmu.
Dzień jak co dzień.
A od jutra szalejemy od rana z 2xM i epistemologicznymi romansami, a wieczorem z Kahu i Ronaldem.
środa, 17 lutego 2010
Bezsenne noce rzadko już zakrapiane są alkoholem. Nikotyna pozwala działać dłużej, a może to jest tylko moje tłumaczenie? Nie istotne, ważne, że pomaga nie spać, pomaga czytać i nie jeść. (ktoś śpiewał kiedyś: "brak czasu na sen, brak czasu na sex") Buduję świat od nowa, codziennie. Brak gdzieś Boga, uciekł i mam nadzieję, że niedługo wróci. Dobrze przyznam się, zapomniałam o nim w tym całym zamieszaniu zwanym "życie". Lubię lapidarne sms-y dla postronnego pt. "na odwal się". Czasami chyba rozumiem wszystko na opak, a może sama dawno temu wywróciłam się na lewą stronę, bo czasami dobro dla mnie to zło, a zło to dobro. Nie mam czasu usiąść na dupie i porównać A do B, a co dopiero o podjęciu jakiejś decyzji. Nie ma mowy na dorosłość, nie ta tym etapie życia i nie w tym stanie emocjonalnym. Zauważyłam, że powinnam rozdać swoje członki, siebie podzielić na "entą" ilość kawałków i wtedy może bym miała spokój. Nie zmywam lakieru z paznokci, zrobi to za mnie dziadek czas.
"A ty pocałujesz mnie", a Ty co robisz? Złap mnie za rączkę i poprowadź jak na skazanie, gdzieś dalej. Śmieszne jest to, że ciągle odwołuję się do kogoś innego i tylko ja wiem kim owy "ktoś" jest. Poligamia intelektualna, zabroni ktoś?
Wypięłam się na cały świat. Zaprzeczam społecznym konwencją i owym "wypada 21 wiek". Udaje, że żyję na przełomie lat 60-70 dziesiątych. (Proszę nie kojarzyć z rewolucją sexualną, bo wiem, że to narzuca się na pierwszą myśl. Sex jest ostatnią rzeczą o jaką można mnie podejrzewać.)Zmiana obyczajowości, narzucam moją wulgarnośc i obsceniczność osobą trzecim. Z głośników na przemian Lady Zeppelin, Pink Floyd, Deep Purple.Obsesja na punkcie zespołu Polanie dzięki wycieczką do akademika. Gdybym żyła wtedy pewnie byłabym hippisem, pewnie miałabym kwiaty we włosach i byłabym szczęśliwsza.
"A ty pocałujesz mnie", a Ty co robisz? Złap mnie za rączkę i poprowadź jak na skazanie, gdzieś dalej. Śmieszne jest to, że ciągle odwołuję się do kogoś innego i tylko ja wiem kim owy "ktoś" jest. Poligamia intelektualna, zabroni ktoś?
Wypięłam się na cały świat. Zaprzeczam społecznym konwencją i owym "wypada 21 wiek". Udaje, że żyję na przełomie lat 60-70 dziesiątych. (Proszę nie kojarzyć z rewolucją sexualną, bo wiem, że to narzuca się na pierwszą myśl. Sex jest ostatnią rzeczą o jaką można mnie podejrzewać.)Zmiana obyczajowości, narzucam moją wulgarnośc i obsceniczność osobą trzecim. Z głośników na przemian Lady Zeppelin, Pink Floyd, Deep Purple.Obsesja na punkcie zespołu Polanie dzięki wycieczką do akademika. Gdybym żyła wtedy pewnie byłabym hippisem, pewnie miałabym kwiaty we włosach i byłabym szczęśliwsza.
wtorek, 16 lutego 2010
Siadaj, rozgość się, nie krępuj, podobno nie gryzę (ale tylko podobno, więc zachowaj odrobinę dystansu). Zacznijmy, może od tego, że życie czasami nie jest takie jakie nam się wydaje. Zasnęłam z głową na stole, tak nagle i po prostu, nie miałam już siły podnosić oczu by spojrzeć przez okno. Czas, czas mija, biegnie coraz szybciej, a ja nie potrafię go złapać w dłonie. Orbituję. Znowu mam miękkie nogi i za ciasne spodnie. Nie, nie chodzi o to, że przytyłam, wręcz przeciwnie nawet udało mi się zrzucić odrobinę dekagramów. (w mojej sytuacji każda walka o jedno deko jest wygraną bitwą.) Po co ja to mówię, przecież i tak nie zrozumiesz. To tak, jak grochem o ścianę, to tak samo. Mam za wąskie perspektywy (wiem, wiem ostatnio miałam za miękkie). Od czasu do czasu zdarza mi się bycie mężczyzną uwięzionym w ciele kobiety. Prowadzę wojnę sama ze sobą, zaciętą jak cholera. (Dziś nadmienię, że otworzyłam ogień już od rana, nie jest łatwo, oj nie) Moja mała obsesja weszła na większe obroty, nie śpię, nie jem tylko udaję żywą egzystencję. (tak, tak egzystencja zawsze jest żywa)
I potrzeba mi rzucania talerzami w ferworze walki, potrzeba kłótni "małżeńskich" i dotykania opuszkami palców po kręgosłupie. Swój punkt G umiejscowiłam chyba już na stałe w intelekcie, nie wiem czy to dobrze, czy źle. Siadaj, nie gryzę. Pragnę uniesień intelektualno- fizycznych (a może w odwrotnej kolejności?).
Serce wpadło do rynsztoku. Metaforyczne metafory latają pod sufitem, a dłonie zbaczają z wytyczonych tras. "Umysł- zwierciadło i oko." Zaglądam do wnętrza i obserwuję nieustający proces gnicia i destrukcji. Chciałabym, chciała, wiesz? Moje sutki już dawno zapomniały jak to jest, gdy ktoś ujmuje je w dłonie, albo usta. Niepotrzebne skreślić. Liczba Pi znajduje się już pod pierwiastkiem. Piosenki z lat 60- siątych nie chcą wylecieć z głowy, a ja nucę sobie to czy tamto, w zależności od tego, gdzie akurat znajduje się wyobraźnią. Ostatnio przelatuję z kwiatka na kwiatek, a nawet odrywam płatki. Wypijesz nektar mnie? Odnajdziesz esencję?
Piekła ni ma, poszło na dziwki! Oglądamy kobiety w bikini i uprzedmiatawiamy je. A tera zaznaczę pod tym: lubię to, prawie jak na FB. Proszę państwa kiedyś było szkiełko i oko, dziś browarek i fajeczka. Mój intelekt puszcza się, stwierdzam to na podstawie przesłanek. Śniło mi się, że powiedziałam: "Nie". Zaczyna się robić znowu ciekawie, chyba za ciekawie. To co robię zakrawa o groteskę Polskiej ułożonej studentki.
hasło na dziś: "Lepiej ze studentami niż z doktorami!". [ale o tym ciii]
I potrzeba mi rzucania talerzami w ferworze walki, potrzeba kłótni "małżeńskich" i dotykania opuszkami palców po kręgosłupie. Swój punkt G umiejscowiłam chyba już na stałe w intelekcie, nie wiem czy to dobrze, czy źle. Siadaj, nie gryzę. Pragnę uniesień intelektualno- fizycznych (a może w odwrotnej kolejności?).
Serce wpadło do rynsztoku. Metaforyczne metafory latają pod sufitem, a dłonie zbaczają z wytyczonych tras. "Umysł- zwierciadło i oko." Zaglądam do wnętrza i obserwuję nieustający proces gnicia i destrukcji. Chciałabym, chciała, wiesz? Moje sutki już dawno zapomniały jak to jest, gdy ktoś ujmuje je w dłonie, albo usta. Niepotrzebne skreślić. Liczba Pi znajduje się już pod pierwiastkiem. Piosenki z lat 60- siątych nie chcą wylecieć z głowy, a ja nucę sobie to czy tamto, w zależności od tego, gdzie akurat znajduje się wyobraźnią. Ostatnio przelatuję z kwiatka na kwiatek, a nawet odrywam płatki. Wypijesz nektar mnie? Odnajdziesz esencję?
Piekła ni ma, poszło na dziwki! Oglądamy kobiety w bikini i uprzedmiatawiamy je. A tera zaznaczę pod tym: lubię to, prawie jak na FB. Proszę państwa kiedyś było szkiełko i oko, dziś browarek i fajeczka. Mój intelekt puszcza się, stwierdzam to na podstawie przesłanek. Śniło mi się, że powiedziałam: "Nie". Zaczyna się robić znowu ciekawie, chyba za ciekawie. To co robię zakrawa o groteskę Polskiej ułożonej studentki.
hasło na dziś: "Lepiej ze studentami niż z doktorami!". [ale o tym ciii]
poniedziałek, 15 lutego 2010
przesada
Uwielbiam takie dni jak dziś, przesadzone. Przesadzam ze wszystkim począwszy od słowotoku, a skończywszy na dodawaniu chilli do potraw. Wyolbrzymiam uczucia i problemy, przerysowuję samą siebie. Jestem córeczką mamusi, zawsze nią byłam, ale nikt mi nie wierzył. Odnajduję się w bezsensie, nieogarnięciu i tragedii. Lubię te moje życiowe rozterki i bezgłośne krzyki do siebie samej. Fenomenologia to nie był dobry pomysł na godzinę pierwszą w nocy, ale cóż czasu nie cofniemy. Ciągła ostatnio konstrukcja, konstytucja podmiotu, uprzedmiotawianie świata i wykraczanie po za. Ustawiczne wątpienie i budowanie gmachu całej wiedzy. Szukanie fundamentów, tak jestem fundamentalistką i nie wierzę w gry językowe czy kulturalistyczne modele podmiotowości, nie teraz. Odkryłam na nowo miłość do monadologii, znam ją już prawie na pamięć, ale pół dnia znowu powtarzałam: monada- substancja prosta, nie mająca okien. (okien ani drzwi, chociaż kiedyś dopatrzyliśmy się tylnych furtek, gdzieś z tyłu, jeśli może mieć jakikolwiek tył).
Ostatnio mówię dużo o sobie, za dużo? Troszeczkę czuję potrzebę opowiadania o własnych wewnętrznych przeżyciach, snach i obawach. Czasami sama już nie wiem kim jestem i gdzie jestem, ale to chyba przez to, że już dawno przestałam rozumieć siebie (tak, tak dużo miejsca dałam spontaniczności i odmiennym stanom świadomości). Coraz częściej liczę na akty mistyczne, mimo iż nie wierzę w mistycyzm, ale to już inna bajka. Zatrzymałam się na emocjonalnym rozwoju pięcio- latki.
Cholera nie każcie mi przekraczać własnej natury, przecież dobrze wiemy, że nie da się tego zrobić. Nie chcę postąpić źle, obudzić się później i płakać nad rozlanym mlekiem, krzyczeć: Cholera co ja zrobiłam. Nie wiem co znaczy zrobić dobrze, jestem typem osoby, która cierpi na wieczne analizowanie, porównywanie i chyba zważywszy na godzinę to również bezsenność. Postaram zamknąć się na chwilę, dobrze? Starczy mnie, za dużo tutaj.
Sama już nie wiem kto w moim życiu odgrywa rolę pierwszoplanową, kto jest istotny, albo nie(ugryzę się w język i nie będę rzucać słów na wiatr). Im jestem starsza tym bardziej rozdarta wewnętrznie, więc coraz bardziej obawiam się kolejnych urodzin, doświadczeń i myśli. Nie będę myśleć do przodu, nie będę myśleć za innych jeśli nie potrafię teraz o sobie pomyśleć. Dostań się do mojej głowy i sama zobacz jaki jest tutaj bałagan.
A po głowie chodzi mi ciągle pewien przypadkowy Pan. (czy istnieją przypadki?) Po głowie chodzi mi to czy nie jestem uwikłana w konteksty narzucane przez społeczeństwo, czy nie zaplątałam się w uczucia sztucznie preparowane w moim umyśle czy to świadomie czy zupełnie podświadomie (i tak, biję tutaj do Freuda). Czy nie jestem mistrzem w przynudzaniu i marudzeniu? Muszę upłynniać swoje myśli, bo powoli od nich wariuję, chociaż szkoda, że nie mogę mówić wszystkiego.
Proszę niech mi ktoś odpowie czym jest miłość? Czym obsesja i zauroczenie? Jak rozpoznać własne uczucia i odróżnić je od tych sztucznie spreparowanych? Może ktoś ma pomysł na to wszystko co się dzieje we mnie? Na to, że nie radze sobie już z tym wszystkim. I nie, nie marudzę, nie będę płakać. Spróbuję zastosować metodyczne wątpienie...
Ostatnio mówię dużo o sobie, za dużo? Troszeczkę czuję potrzebę opowiadania o własnych wewnętrznych przeżyciach, snach i obawach. Czasami sama już nie wiem kim jestem i gdzie jestem, ale to chyba przez to, że już dawno przestałam rozumieć siebie (tak, tak dużo miejsca dałam spontaniczności i odmiennym stanom świadomości). Coraz częściej liczę na akty mistyczne, mimo iż nie wierzę w mistycyzm, ale to już inna bajka. Zatrzymałam się na emocjonalnym rozwoju pięcio- latki.
Cholera nie każcie mi przekraczać własnej natury, przecież dobrze wiemy, że nie da się tego zrobić. Nie chcę postąpić źle, obudzić się później i płakać nad rozlanym mlekiem, krzyczeć: Cholera co ja zrobiłam. Nie wiem co znaczy zrobić dobrze, jestem typem osoby, która cierpi na wieczne analizowanie, porównywanie i chyba zważywszy na godzinę to również bezsenność. Postaram zamknąć się na chwilę, dobrze? Starczy mnie, za dużo tutaj.
Sama już nie wiem kto w moim życiu odgrywa rolę pierwszoplanową, kto jest istotny, albo nie(ugryzę się w język i nie będę rzucać słów na wiatr). Im jestem starsza tym bardziej rozdarta wewnętrznie, więc coraz bardziej obawiam się kolejnych urodzin, doświadczeń i myśli. Nie będę myśleć do przodu, nie będę myśleć za innych jeśli nie potrafię teraz o sobie pomyśleć. Dostań się do mojej głowy i sama zobacz jaki jest tutaj bałagan.
A po głowie chodzi mi ciągle pewien przypadkowy Pan. (czy istnieją przypadki?) Po głowie chodzi mi to czy nie jestem uwikłana w konteksty narzucane przez społeczeństwo, czy nie zaplątałam się w uczucia sztucznie preparowane w moim umyśle czy to świadomie czy zupełnie podświadomie (i tak, biję tutaj do Freuda). Czy nie jestem mistrzem w przynudzaniu i marudzeniu? Muszę upłynniać swoje myśli, bo powoli od nich wariuję, chociaż szkoda, że nie mogę mówić wszystkiego.
Proszę niech mi ktoś odpowie czym jest miłość? Czym obsesja i zauroczenie? Jak rozpoznać własne uczucia i odróżnić je od tych sztucznie spreparowanych? Może ktoś ma pomysł na to wszystko co się dzieje we mnie? Na to, że nie radze sobie już z tym wszystkim. I nie, nie marudzę, nie będę płakać. Spróbuję zastosować metodyczne wątpienie...
Śpiąca królewna
Śpiąca królewna jest bytem społeczno- kulturowym.
Ostatnio też medialnym i androgenicznym.
[napięty grafik mnie zniszczy!]
Ostatnio też medialnym i androgenicznym.
[napięty grafik mnie zniszczy!]
a wieczorem.
Wieczorem schowam się po łóżko. Przed sobą, Tobą, przed światem. Zwariowałam.
Czemu na niektórych reagujemy dobrze, a na niektórych wcale, albo źle? Znowu ubzdurałam sobie jakieś "nad- uczucia", nie wiem po co. ( w ramach wyjaśnienia termin "nad- uczucia" jest tutaj taką kopią roboczą mojego stanu mentalnego, mieszanką feromonów i drgań serca.) Czasami wynajdę sobie jakąś myśl, taką bez sensu zlepke kurzu, wspomnień, uderzeń serca i oddechów. Wynajdę i na tej myśli nadbudowuję bzdury za które karcę się w duchu, bo przecież tak nie wolno. Wkurza mnie, gdy siedzi mi w głowie jakaś myśl, a ja nie mogę jej odrzucić, odczepić, odkleić, a ona drąży mnie od środka. Zwariowałam, a może to dopiero ma teraz nastąpić? Zwariowałam tak na chwilę, zaraz mi przejdzie. Proszę daj mi chwilkę to się odczepi. Mimowolnie przywłaszczam część Ciebie, już nie będę. (Dasz mi kilka dni prawda?)
Wczoraj z Mon doszłyśmy do wniosku, że nie mamy jaj. Jesteśmy takimi pierwszorzędnymi cipami, które udają wyzwolone kobiety, a tak naprawdę brak im "JAJ". Oszukuję samą siebie, to już nałóg, gdzieś głęboko zakorzeniony w przełyku. Może to śmiesznie brzmi, ale chce stagnacji, chce być prosta i ułożona. I szukam tych zachwytów, uniesień, spojrzeń w oczy i metafizyki. I to troszkę inaczej niż myślisz, nie tak jak Ty. Ta moja romantyczna miłość, ten mój ideał nie składa się ze spacerów w świetle księżyca.
Nałogowo robię kilka rzeczy. Palę papierosy i piję. Nałogowo umartwiam się, dekonstruuje i tworzę odrealnione byty w głowie. Proszę Pan, pan zwariował, albo ja na punkcie pana? Popatrzę na wszystko z bezpiecznego punktu widzenia i wyrzucę wszystko z siebie. Uczucia chowam do kieszeni!
Dwa tygodnie bez wytchnienia. Z kim się nie umówiłam na najbliższe dni to sio wont! Nie mam czasu, siły ochoty. Jestem zajęta, nawet więcej.
A z Panem to ja się policzę, jak sobie wszystko przemyślę i ułożę!:>
Czemu na niektórych reagujemy dobrze, a na niektórych wcale, albo źle? Znowu ubzdurałam sobie jakieś "nad- uczucia", nie wiem po co. ( w ramach wyjaśnienia termin "nad- uczucia" jest tutaj taką kopią roboczą mojego stanu mentalnego, mieszanką feromonów i drgań serca.) Czasami wynajdę sobie jakąś myśl, taką bez sensu zlepke kurzu, wspomnień, uderzeń serca i oddechów. Wynajdę i na tej myśli nadbudowuję bzdury za które karcę się w duchu, bo przecież tak nie wolno. Wkurza mnie, gdy siedzi mi w głowie jakaś myśl, a ja nie mogę jej odrzucić, odczepić, odkleić, a ona drąży mnie od środka. Zwariowałam, a może to dopiero ma teraz nastąpić? Zwariowałam tak na chwilę, zaraz mi przejdzie. Proszę daj mi chwilkę to się odczepi. Mimowolnie przywłaszczam część Ciebie, już nie będę. (Dasz mi kilka dni prawda?)
Wczoraj z Mon doszłyśmy do wniosku, że nie mamy jaj. Jesteśmy takimi pierwszorzędnymi cipami, które udają wyzwolone kobiety, a tak naprawdę brak im "JAJ". Oszukuję samą siebie, to już nałóg, gdzieś głęboko zakorzeniony w przełyku. Może to śmiesznie brzmi, ale chce stagnacji, chce być prosta i ułożona. I szukam tych zachwytów, uniesień, spojrzeń w oczy i metafizyki. I to troszkę inaczej niż myślisz, nie tak jak Ty. Ta moja romantyczna miłość, ten mój ideał nie składa się ze spacerów w świetle księżyca.
Nałogowo robię kilka rzeczy. Palę papierosy i piję. Nałogowo umartwiam się, dekonstruuje i tworzę odrealnione byty w głowie. Proszę Pan, pan zwariował, albo ja na punkcie pana? Popatrzę na wszystko z bezpiecznego punktu widzenia i wyrzucę wszystko z siebie. Uczucia chowam do kieszeni!
Dwa tygodnie bez wytchnienia. Z kim się nie umówiłam na najbliższe dni to sio wont! Nie mam czasu, siły ochoty. Jestem zajęta, nawet więcej.
A z Panem to ja się policzę, jak sobie wszystko przemyślę i ułożę!:>
Poniedziałek
Dzień dobry, poniedziałek już dziś.
oszalałam na Twoim punkcie? Tak na chwilę, zaraz mi przejdzie. Obiecuję.
oszalałam na Twoim punkcie? Tak na chwilę, zaraz mi przejdzie. Obiecuję.
niedziela, 14 lutego 2010
sobota, 13 lutego 2010
kolejny dzień lutego
I bóg dał mi cycki. Wcale się o to nie prosiłam, mimo tego wcisnął mi na siłę, przykleił i nie chcą mi odpaść. Wolałabym zamiast tego drugą wątrobę, albo penisa. Tak, penis byłby dobrym rozwiązaniem, bo mój mentalny mi nie wystarcza. Czasami zastanawiam się, czemu wszechmogący tak perfidnie ze mnie zadrwił, bo być kobietą wcale nie jest zabawnie. Po co mi cycki, powtarzam sobie od rana. Przecież i tak na nie nie patrze, przecież i tak ich nie dotykam, ani ja, ani inny byt, tudzież rzecz. Po co mi cycki jeśli nie noszę stanika, nie karmię piersią, a z siebie wydobywam męskie pierwiastki przede wszystkim. I boli mnie, bo nie sikam na stojąco, a mogło być tak pięknie. I mam dość chodzenia na obcasach, pomalowanych rzęs i całych "ale". Bo przecież, to nie przystoi kobiecie, bo kobieta w Twoim wieku...
I Bóg dał mi cycki, a ja nie wiem co teraz z nimi zrobić.
I Bóg dał mi cycki, a ja nie wiem co teraz z nimi zrobić.
niedziela, 24 stycznia 2010
Liczba PI
Masz po przecinku nieskończony ciąg liczb. Dzień dobry, mam na imię Katarzyna i mam 22 lata. Sama jestem nieskończonym ciągiem słów i postrzeżeń. Jeden za drugim, nakładają się na siebie lub zajmują na przemian swoje miejsca. Nie jestem szczęśliwa, ani nieszczęśliwa. Nudzi mnie siedzenie w domu, nudzą mnie ludzie i ich niekontrolowane słowotoki. Znowu mam ochotę ryczeć. Mam ochotę by ktoś przytulił mnie, złapał za rączkę i wytłumaczył mi, że wszystko będzie w porządku. Jestem maleńką,żałosną dziewczynką, która bardzo się pogubiła. Sama, do jasnej cholery już nie wiem co czuję. Uwikłałam się w miliony fantasmagorii. Nie wiem, które uczucia są tak naprawdę moje, a które sztucznie wywołałam przez sen. Krzywdzę ludzi, przez to, że sama nie wiem czego chce i przez to, że nie umiem wyklarować tych prawdziwych uczuć. Uwikłałam się w kajdany duchów "kiedyś", a zapomniałam o tym co jest teraz. Nie wiem czy mi się uda, ale warto próbować. Pieprzone wieczne kiedyś spacerujące po mojej głowie i nie pozwalające wleźć czemuś z teraz. Umiem być przyjaciółką, matką, siostrą i kochanką, ale nie potrafię chyba być partnerką, bo nie potrafię uwierzyć w teraz. Jestem monogamiczna do szpiku kości i tylko dlatego, że postawiłam za wysoko poprzeczkę. I tylko dlatego, że uwierzyłam w istnienie metafizyki. W gruncie rzeczy nie lubię rozmawiać z ludźmi, za chwile mam ich dość. Tłumy mnie przytłaczają, porażają tym co mówią. Oczywiście otaczam się milionami pseudo przyjaciół czy bliższych albo dalszych znajomych. Nie widzę sensu w siedzeniu przy piwie i gadaniu o niczym, albo o sobie. Muszę dużo mówić o sobie, bo ludzie ciągle pytają. Ostatnio nie lubię się nawet całować, a sex brzmi jak śmiertelna choroba, albo paskudna bakteria. W gruncie rzeczy nie lubię pić, a robię to ciągle i namiętnie. Nie jestem głośną, głupią i zakręconą kobietą. Większość widzi tylko to co chcę pokazać, nie będę nikogo winić oczywiście, ale tak naprawdę jestem kimś zupełnie innym. Stworzyłam sobie obraz silnej kobiety, a tak naprawdę każdą porażkę "czczę" milionami wylanych łez. Często płaczę, tak sama z siebie, siedzę patrząc w okno i zaczynam łkać. Jestem w miarę szczęśliwa, nie mam na co narzekać, ale nadal wszystko boli w środku. Dlatego nie lubię zobowiązań, wolę uciekać przed samą sobą w nieskończoność. Wolę bywać, nawet w nieskończoność, po prostu bywać. Gdy człowiek nie umie kochać, potrafi być tylko od czasu do czasu. Umiem sypiać z kimś tylko po pijaku, boję się spróbować bez, bo potrzebuję tej cholernej metafizyki, a ona z żadnej strony nie nadchodzi. Nie mogę patrzeć na ciała, które odbiegają od ideałów, nie mogę czuć na sobie spoconego ciała i tego jak ktoś wnika w moją prywatność za głęboko. Nie lubię tego, że do aktów sexualnych potrzebuję albo miłości, albo alkoholu. Jak się zdrowo nawalę zawsze mówię to samo, robię to samo i udaję,że nie płaczę. Wiem to jest nudne, czasami żałosne. Na trzeźwo jestem despotką, straszną ze skłonnościami do depresji. Chciałabym znowu móc być sobą, taką w 100%, chciałabym znowu umieć ufać i kochać. Chciałabym by ktoś zabrał mnie nad rzekę i przytulił. Chciałabym by otarł mi łzy i siedział przy świecach całą noc, bym poczuła się bezpiecznie.
to źle wierzyć w ideały? Źle żyć w odrealnionym świecie?
to źle wierzyć w ideały? Źle żyć w odrealnionym świecie?
środa, 20 stycznia 2010
kolejny dzień
Jak już przyjdziesz do mnie zaśniemy razem na kanapie słuchając tandetnych piosenek jakie lecą w radio. Rozbiorę wielkie łóżko w sypialni i zaparzę wielki dzbanek białej herbaty, bo piję ostatnio tylko białą, a wiem, że Tobie będzie smakować. Będziemy trzymać się za ręce jak kiedyś i rozmawiać o położeniu słońca na nieboskłonie. Ugotuję kolację, obiecuję gotować tylko to co lubisz i nie pytać co dalej. Po cóż nam dalej jak jest tutaj i teraz? Jesteśmy tylko od czasu do czasu razem, nie rozmawiając o niczym innym oprócz tylko tego co dzieję się aktualnie. Nie pytam o Twoje kobiety, a Ty o moje romansy, nie pytam o to co będzie dalej, to takie nasze małe tabu. I kiedy już przyjdziesz zziębnięty przykryje Cię kocem i ogrzeje ręce. Znowu mi powiesz, że smakuje malinowym sorbetem i owocową gumą do żucia i będziesz narzekał, że pale papierosy w łóżku, gdy dotykamy swoich nagich ciał. Przyzwyczaiłam się, że nie ma Ciebie na stałe, że nigdy nie było i są tylko te chwilowe spotkania, gdy ukrywamy się przed światem. I znowu upijemy się do nieprzytomności i będziemy śpiewać stare piosenki z młodości naszych rodziców. A rano znowu wyjdziesz, zanim zdążę się obudzić bo nie lubimy pożegnać i nie powiesz kiedy znowu się zobaczymy, nie otrzesz łez, bo rano zawsze płaczę. I znowu będziesz tylko w mojej głowie i teraz jesteś tylko w moich myślach i znowu nie będę wiedzieć, kiedy Cię zobaczę.
Jestem na granicy załamania nerwowego,na przemian śmieje się i płaczę.
Jestem na granicy załamania nerwowego,na przemian śmieje się i płaczę.
środa
Boję się, bardzo i jak zawsze. Jestem małą krzyczącą kupką nerwów.
Zrobiło mi się tak jakoś nostalgicznie, wiesz? Zatęskniłam za tą małą dziewczynką, która kiedyś krzyczała w mojej głowie: "Kasiu, Kasiu! Tej która wybiegała na mróz i robiła orły na śniegu. Tej, która musiała dorosnąć, musiała, bo ją bardzo bolało. Każdy daje się krzywdzić, tak już jest między nami, ludźmi. Czasami na własne życzenie, czasami przeciw. Gdyby nie Ty, ja byłabym inną osobą, gdyby nie ja, Ty nie miałbyś kim grać.
Przerzuciłam się ostatnio z kawy na herbatę, podobno tak zdrowiej, więc proszę. Nowy rok miał być zdrowszy, więc staram się jak mogę. Zjadłam dwie pomarańcze i wypaliłam paczkę papierosów o 2 w nocy, na przemian modląc się o iluminację Boskiej wiedzy (mimo iż, wiem, że nie możemy mieć do Boga żadnych żądań, ale warto czasami spróbować, prawda?) i próbując wkuć kolejną regułkę, zrozumieć kolejną myśli i pójść dalej. W łóżku nie leży już nikt, pościel tylko moja (przez co nie zmieniam jej tak często jak zawsze), nogi golę tylko na "wielkie wyjścia", bo po co jak nikt nie całuje moich stóp. Zasypiam sama, w pustym łóżku, płaczę, gdy nikt nie widzi i tak jest mi dobrze. Czasami tylko telefonicznie wyznajemy sobie miłość, a potem rzucamy słuchawką. Umiem bywać, wchodzić na chwilę, bez ostrzeżenia do czyjegoś życia, rozsiadać się wygodnie na kanapie, a później uciekać, by czasami nie zabawić na dłużej. Taka już jestem, wiesz? Kradnę po cichu oddechy, pocałunki i serca, a potem chowam w ogromnej szafie z napisem: "nie ruszać przed 30 dziestką". Obiecałam sobie, że po 30- dziestce zrobię wszystko na co jest teraz za wcześnie. Będę wtedy pić już tylko wina powyżej 8zł za sztukę, będę wstawać wcześniej i siadać z kubkiem kawy na tarasie (tak, tak zanotować, że ekspres do kawy będzie potrzebny), przestanę nosić tiulowe spódnicę, a do mamy wpadać będę tylko na niedzielne obiady. Wtedy też zamieszkam z jakimś niedogolonym samcem, którego będę miała dość po dwóch tygodniach, jak będzie zostawiał swoje skarpetki pod stołem w salonie. Wtedy też nauczę się sypiać z kimś częściej niż przypadkowo, bez sensu i będę jeść śniadania. Po 30-dziestce nauczę się samodzielnie wstawiać pranie i używać mikrofalówki (nie każdy przecież musi umieć to robić, prawda?). I wtedy nauczę się z kimś zostać na dłużej, chociaż do podwieczorka. I oduczę się sypiania z kobietami, a Tobie powiem, że zawsze byłam grzeczną i porządną kobietą, a Ty uśmiechniesz się i uwierzysz mi, bo przecież taki sam byłeś, prawda? A teraz będę się cieszyć samotnym światem w którym się udomowiłam. Cieszyć będę się wielkim łóżkiem tylko dla siebie i chodzeniem do późna w wyciągniętej piżamie w misie. I tym, że wizytę u ginekologa odkładam od kilku miesięcy (chociaż wiem, że powinnam iść jak najszybciej) i że mogę słuchać tego co ja chcę, gotować co mi się podoba, a częściej nie jeść niczego. I mogę się wiecznie odchudzać paląc papierosy w swoim własnym łóżku i kłaść się o 18, płakać, a rozmazany makijaż zmyć rano. I nie muszę oglądać Cię każdego dnia, a to chyba z tego wszystkiego najlepsze.
A jak będę po trzydziestce, nigdy już nie przyznam się do tego, że kiedyś Ciebie kochałam. Spotykając na ulicy odwracać będę wzrok, bo to przecież JA. Nikt inny tylko JA.
Zrobiło mi się tak jakoś nostalgicznie, wiesz? Zatęskniłam za tą małą dziewczynką, która kiedyś krzyczała w mojej głowie: "Kasiu, Kasiu! Tej która wybiegała na mróz i robiła orły na śniegu. Tej, która musiała dorosnąć, musiała, bo ją bardzo bolało. Każdy daje się krzywdzić, tak już jest między nami, ludźmi. Czasami na własne życzenie, czasami przeciw. Gdyby nie Ty, ja byłabym inną osobą, gdyby nie ja, Ty nie miałbyś kim grać.
Przerzuciłam się ostatnio z kawy na herbatę, podobno tak zdrowiej, więc proszę. Nowy rok miał być zdrowszy, więc staram się jak mogę. Zjadłam dwie pomarańcze i wypaliłam paczkę papierosów o 2 w nocy, na przemian modląc się o iluminację Boskiej wiedzy (mimo iż, wiem, że nie możemy mieć do Boga żadnych żądań, ale warto czasami spróbować, prawda?) i próbując wkuć kolejną regułkę, zrozumieć kolejną myśli i pójść dalej. W łóżku nie leży już nikt, pościel tylko moja (przez co nie zmieniam jej tak często jak zawsze), nogi golę tylko na "wielkie wyjścia", bo po co jak nikt nie całuje moich stóp. Zasypiam sama, w pustym łóżku, płaczę, gdy nikt nie widzi i tak jest mi dobrze. Czasami tylko telefonicznie wyznajemy sobie miłość, a potem rzucamy słuchawką. Umiem bywać, wchodzić na chwilę, bez ostrzeżenia do czyjegoś życia, rozsiadać się wygodnie na kanapie, a później uciekać, by czasami nie zabawić na dłużej. Taka już jestem, wiesz? Kradnę po cichu oddechy, pocałunki i serca, a potem chowam w ogromnej szafie z napisem: "nie ruszać przed 30 dziestką". Obiecałam sobie, że po 30- dziestce zrobię wszystko na co jest teraz za wcześnie. Będę wtedy pić już tylko wina powyżej 8zł za sztukę, będę wstawać wcześniej i siadać z kubkiem kawy na tarasie (tak, tak zanotować, że ekspres do kawy będzie potrzebny), przestanę nosić tiulowe spódnicę, a do mamy wpadać będę tylko na niedzielne obiady. Wtedy też zamieszkam z jakimś niedogolonym samcem, którego będę miała dość po dwóch tygodniach, jak będzie zostawiał swoje skarpetki pod stołem w salonie. Wtedy też nauczę się sypiać z kimś częściej niż przypadkowo, bez sensu i będę jeść śniadania. Po 30-dziestce nauczę się samodzielnie wstawiać pranie i używać mikrofalówki (nie każdy przecież musi umieć to robić, prawda?). I wtedy nauczę się z kimś zostać na dłużej, chociaż do podwieczorka. I oduczę się sypiania z kobietami, a Tobie powiem, że zawsze byłam grzeczną i porządną kobietą, a Ty uśmiechniesz się i uwierzysz mi, bo przecież taki sam byłeś, prawda? A teraz będę się cieszyć samotnym światem w którym się udomowiłam. Cieszyć będę się wielkim łóżkiem tylko dla siebie i chodzeniem do późna w wyciągniętej piżamie w misie. I tym, że wizytę u ginekologa odkładam od kilku miesięcy (chociaż wiem, że powinnam iść jak najszybciej) i że mogę słuchać tego co ja chcę, gotować co mi się podoba, a częściej nie jeść niczego. I mogę się wiecznie odchudzać paląc papierosy w swoim własnym łóżku i kłaść się o 18, płakać, a rozmazany makijaż zmyć rano. I nie muszę oglądać Cię każdego dnia, a to chyba z tego wszystkiego najlepsze.
A jak będę po trzydziestce, nigdy już nie przyznam się do tego, że kiedyś Ciebie kochałam. Spotykając na ulicy odwracać będę wzrok, bo to przecież JA. Nikt inny tylko JA.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







