czwartek, 18 marca 2010

Kochałam Twoje rzęsy jak osiadały na kryształowej tafli wody, pryzmat szklanego dna w Twoich oczach i smak ust o poranku jak gwiazdy chowają się przed słońcem. Lubię jak mówisz mi o sobie i te Twoje banalne marzenia. Dzień już przeminął, kwiatki w wazonie dawno umarły, a ja nadal siedzę i śpiewam. Uwielbiałam bajkę o Tobie i o mnie pisaną słowami poety, uwielbiałam lepić pierogi i rano wpadać na Ciebie w kuchni. Pamiętasz jak razem składaliśmy słowa? Jak mój początek był końcem Twojego, jak byliśmy nierozerwalną drogą? I Twój dotyk najmniejszych części mojego ciała i nasze złączone dłonie i stopy. Piliśmy mleko z tej samej szklanki, jedliśmy z tego samego talerza, a dziś?

Dziś jest tylko nieodebrany telefon, suchy liść na stoliku.
Dziś jest niedokończony list i łza schowana w ulubionym sekretarzyku.
Dziś zdjęcie, jedno, bo zostawiłaś mi tylko jedno w portfelu i zapach unoszący się gdzieś pomiędzy zaklętymi dniami.
Dziś jest tylko Twoje imię na nagrobnej płycie ukryte miedzy tymi czarnymi krukami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz