poniedziałek, 22 marca 2010


Wszyscy powoli rozchodzą się do swoich stron, swoich małych syntetycznych światów zbudowanych na kontrowersyjnych i dość chwiejnych podstawach. Chciałabym zacząć życie od nowa, zacząć od nowa z tą wiedzą jaką mam dziś. Mój pies ze spuszczoną głową smętnie przechadza się po domu, czuję z nim dziwną więź, on zawsze wydaje mi się taki przygnębiony. Chciałabym chociaż na chwilę móc z nim nawiązać jakiś werbalny kontakt, spytać się o to co jest dla niego ważne i czy czuję jakąś samorealizację swojego Ja. (i nie pisać mi tutaj, że to abstrakcje, bo zwierzęta nie są istotami rozumnymi, bo zdaję sobie z tego sprawę.) Zadziwiam samą siebie moim wewnętrznym spokojem i rozdarciem. Niezrozumieniem i tym wszechogarniającym bezsensem, który czasami napędza mnie do jakiegokolwiek działania. Jestem trochę takim wolnym duchem, który uwielbia dezorganizację, rozstrojenie i pewną dawkę nieodpowiedzialności. Jestem kimś kto najlepiej czuje się w stanach granicznej euforii i depresji. Nie zadowala mnie obojętność, apatia.

Trzeba wstać o 7 rano, otworzyć jedno oko, a później drugie. Trzeba spojrzeć na świat przez wpół otwarte powieki. Na samym początku sprawia to ból, ból sprawia światło. Mały, głupi wynalazek natury, oko. "Piwne oczy są skutkiem połączenia Rozpraszania Rayleigha i średniej ilości melaniny w przedgranicznej warstwie tęczówki".Zabawne, zupełnie nie znam się na naukowych wyjaśnieniach, zupełnie ignoruje je i teraz tak sobie pomyślałam, że robię okropny błąd.

sobota, 20 marca 2010


Jestem kobietą, nie da się ukryć. Studentką, a przynajmniej mam taką nadzieję. Córką, bo dzieckiem kogoś zawsze na szczęście jeszcze musimy być. Zastanawiam się kim jestem ponad to. Kim, prócz tych z góry narzuconych czy to genetycznie czy społecznościowo masek to kim jestem. Idealistką? Chyba ostatnio za bardzo, a przynajmniej tak mi się wydaję. Chciałabym wiele, a za mało mam siły, odwagi i motywacji, aby zrobić (to, tamto, cokolwiek). Jestem takim głupiutkim, małym leniem z mnóstwem pomysłów, których nie chce się realizować. Rozbijam się od knajpy do knajpy, od człowieka do człowieka, ale tak naprawdę to nic z tego nie mam, nawet satysfakcji. Jem coraz więcej, pije coraz mniej, przerzucam strony w książkach z coraz większą prędkością oraz sypiam po 12 godzin. (kto by pomyślał, że niegdyś taki ranny ptaszek jak ja będzie sypiał do godziny 12) Staram się być silna, iść do przodu, ale czuję wszechogarniającą pustkę gdzieś w środku. (myślicie, że w pewnym wieku rodzi się coś takiego wewnątrz człowieka, kiedy pogrąża się i topi w jakiegoś rodzaju stagnacji czy może rezygnacji. Kiedy skacze od wspomnienia do wspomnienia, od marzenia do marzenia?) Ostatnio czuję jakieś dziwnego rodzaju osamotnienie, mimo iż ciągle gdzieś jestem, ciągle coś robię, ciągle ktoś czegoś ode mnie chce. Moje życie jest, albo pełne ekscytacji, albo stagnacji. (Cholera nie możesz kiedyś znaleźć złotego środka?)

Ale proszę Państwa teraz nie ma się czym martwić (ja sama pomartwię się za siebie, za Ciebie i za cały świat. Bo ostatnio przecież tylko to robię. Nie jest mi potrzeba ta wiedza jaką mam ostatnio, ani te przemyślenia jakie znajdują się w mojej głowie, bo one popsuły wszystko, bo one sprawiły mi wielki ból i uczucie pustki i beznadziei. Chciałabym potrafić zatrzymać potoki myślowe w mojej głowie, chociaż na chwileczkę). Teraz jest wiosna, albo pojawi się za dosłownie kilka sekund i znowu będziemy tańczyć na tęczy i znowu będziemy boso biegać po łące. Jestem taką małą dziewczynką z wielkim uśmiechem na twarzy. Myślicie, że Rembrant też palił papierosy? A czy Monet umiał gwizdać? Ciekawe co by powiedział Mickiewicz, gdyby zobaczył najnowszy model BMW, a Mozart, gdyby usłyszał Feela. Ciekawe co zrobiłabym ja, gdybym żyła w XVIII wieku.


-Mamo, dlaczego nie nauczyłaś mnie żyć? Dlaczego wpajałaś mi te idealistyczne, konserwatywne zasady? Mamo, dlaczego nie umiem wszystkiego tak prosto, dlaczego nie umiem chodzić na skróty?

piątek, 19 marca 2010


Puk, puk. Drzwi otwieram rano, gdzieś między 11, a 12:30. Odpowiada mi progres. Jestem księżniczką na ziarnku grochu. Jestem dziewczynką w srebrnej koronie (a może diamentowej). Czarodziejka. Wiesz?

jestem dziewczynka mała co paznokcie złamała

czwartek, 18 marca 2010

Kochałam Twoje rzęsy jak osiadały na kryształowej tafli wody, pryzmat szklanego dna w Twoich oczach i smak ust o poranku jak gwiazdy chowają się przed słońcem. Lubię jak mówisz mi o sobie i te Twoje banalne marzenia. Dzień już przeminął, kwiatki w wazonie dawno umarły, a ja nadal siedzę i śpiewam. Uwielbiałam bajkę o Tobie i o mnie pisaną słowami poety, uwielbiałam lepić pierogi i rano wpadać na Ciebie w kuchni. Pamiętasz jak razem składaliśmy słowa? Jak mój początek był końcem Twojego, jak byliśmy nierozerwalną drogą? I Twój dotyk najmniejszych części mojego ciała i nasze złączone dłonie i stopy. Piliśmy mleko z tej samej szklanki, jedliśmy z tego samego talerza, a dziś?

Dziś jest tylko nieodebrany telefon, suchy liść na stoliku.
Dziś jest niedokończony list i łza schowana w ulubionym sekretarzyku.
Dziś zdjęcie, jedno, bo zostawiłaś mi tylko jedno w portfelu i zapach unoszący się gdzieś pomiędzy zaklętymi dniami.
Dziś jest tylko Twoje imię na nagrobnej płycie ukryte miedzy tymi czarnymi krukami.

na płot wlazł kot
na drabinę wrzucili świnie
na żyrandolu ćma gniazdo uwiła
pies siedzi na grzędzie
mucha na taborecie
na kiblu gra zająć
królik słonia udając siedzi na stole,
a mole, mole w szafie grasują
świnie na parapecie denerwując.

Łup, przyszła zima
zimy nikt nie lubi

Łup, niedopałek papierosa
pusta puszka, ucho oderwane
Ciach, mąka z okna sypie

Mucha, stonka, dwa łabędzie
baba, facet, dziecko, strach
mój kochany zaklnij, Bach.
Zaklnąć świat w dwa szepty
zaczarować Ciebie w przeźroczysty wiatr
powiedzieć sobie, że czas na coś innego
żyć, umieć i śmiać się

sobota, 13 marca 2010

Zrobiłam sobie wycieczkę w miejsca gdzie do tej pory nie zaglądał nikt. Nie zdawałam sobie sprawy z ich istnienia do chwili, gdy nie dotarłam tam. Na niebie trzy księżyce, a w tle słychać Czajkowskiego. Krajobraz dość surrealistyczny, pełen pustych butelek i skradzionych pocałunków. Schowałam przed światem siebie i zamknęłam w najbardziej odległym miejscu w mojej głowie. Zabawne jest, gdy nie potrafi się żyć i nie potrafi umrzeć. Jestem kobietą, a kobiecy los jest wyjątkowo ciężki, a kobietą nie jest łatwo być.

I nie ma krakowskich przedmieści
i nie ma burzy w środku niczego

czwartek, 4 marca 2010

W jakim to świecie mi żyć przyszło? Co za godziny zegar wybija? Nadeszły złe czasy, ale nie takie z masą wojen tu i teraz, czasy popkultury, postmodernizmu i wszystkiego inter. (i nie mam tutaj na myśli sportowej drużyny) Jaki to świat wydał na świat moje jestelstwo i gdzie ja mam szukać siebie, jak wszystko jest tak pogmatwane. Co to za miejsce w którym mam żyć i co to za epoka pełna niedokończonych spraw. Bóg sobie zakpił, Bóg sobie drwi, bo przecież wszystko jest tylko groteską. (i do tego bardzo kiepską groteską)A jutro nie umaluję na czerwono paznokci i nie wstanę prawą nogą z łóżka. A jutro będę latać na skrzydłach dawnych dni o których mogę tylko śnić. Napełniam kielich mnie ciągłą frustracją nadchodzących dni, napełniam żalem i radością, bo trochę mam ich w sobie. Chciałabym wypełnić do końca wielką nienawiścią, bo przecież na miłość jest już stanowczo za późno.

Czasy miały być wyzwolenia, ze wszelkich ram. A gdzie ta rewolucja, a gdzie tu pasuje ja z moim Bogiem i zakazem zła. A gdzie tutaj ja konserwatywna i staroświecka. A gdzie pasuje ja bez sexualnych wyzwoleń. Bez niczego co kończy się na 'alnych'.

poniedziałek, 1 marca 2010


Warszawski deszcz.