niedziela, 21 czerwca 2009
Czy byłeś kiedykolwiek tam, tam, gdzie siedzi wielki facet za komputerem i pisze Twoje życie. Zapisuje scenariusze. Tylko zmienia daty, miejsca i osoby. Tam jest też miejsce dla Ciebie, ja usunęłam już dawno plik ze swoim imieniem i nazwiskiem. Ciekawi Cię jak to zrobiłam? Po prostu, każdy może. Wystarczy się uwolnić, powiedzieć, ja chcę mieć swoje życie. Tu nie chodzi o marzenia, chodzi o działanie. O bycie w pędzie, ale nie takim jak Ty. Takim moim, ciągle krzyczę, krzyczę, bo nie chcę by mnie złapali. Złapali i zamkneli w klatce, zaciąngneli do białego pokoju, założyli kaftan. Uciekam nie chcę by nafaszerowali mnie tabletkami i kazali milczeć. By zmusili mnie bym stała po ich stronie. Biegnę. Ciągle depczą mi po piętach. Ale ja się nie dam. Nie dam, mam siłę by biec. By uciekać. Złap mi za rękę i chodż, chodź ze mną.
Usiądź i posłuchaj, posłuchaj to co chce Ci powiedzieć, przekazać, mogę też narysować jeśli zechcesz. Boisz się? Cokolwiek powiem Ty się boisz. Wstajesz z łóżka idziesz do szkoły, pracy. Wracasz gotujesz obiad i siadasz na kanapie. Ciągle to samo, jak jakiś pieprzony rytuał. Nie walczysz, myślisz, ze Twoje życie jest ciekawe? Czasami chodzisz na imprezy i podobno dobrze się bawisz. Nie kłam. Nie udawaj. Dobrze wiesz, że nie robisz nic. Boisz się być sobą. A oni, cały system próbuje Cię zmienić, wtłoczyć w swój program, program życia. Myślisz, że masz swoje zdanie, a tak naprawdę jesteś taki sam jak oni. Mówisz, że ich nienawidzisz, ale robisz wszystko cokolwiek ci powiedzą. I co będzie kiedyś, kiedyś, gdy to zrozumiesz. Gdy zrozumiesz, że nie zrobiłeś nic. Że ciągle byłeś tacy jak oni, oni wszyscy. Wpisujesz się w każdy schemat. Ciągle to samo, idealnie nauczyłeś się grać wyznaczoną rolę. Brakuje tam tylko Ciebie. Boisz się mówić co chcesz, boisz się robić to na co masz ochotę. Najbardziej nienawidzę takich jak Ty. Są was miliony. Miliony identycznych robotów. Myślisz, ze to twoje życie? Że jesteś wolny, a tak naprawdę przy urodzeniu dostałeś etykietkę, oni sterują tobą za pomocą swojej władzy, mają moc. Doskonale mogę zgadnąć co będziesz robił jutro, co będziesz czół jak obudzisz się rano. Jesteś już stracony, stracony, bo nie zdajesz sobie z tego sprawy. Słuchaj, słuchaj i wreszcie się obudź. Myślisz, że będę taka jak Ty? Oni też chcieli wsadzić mnie między te swoje etykietki, do tych wielkich szufladek pełnych takich samych życiorysów, ale ja uciekłam. Zorientowałam się w samą porę. Robię to wszystko co zawsze Ty chciałeś robisz, ale boisz się. Boisz się, że ci inni Cię nie zaakceptują, że będziesz stał gdzieś obok już sam. Jak jesteś młody chcesz uciec, każdy chce, ale tkwi w tym ze strachu. Tkwi i zapomina w końcu, że da się inaczej. Ja jestem w innym świecie. Gdzieś obok tego co mówiłeś, z daleka. Nie jestem z Tobą, jestem obok. I nawet jak wytykasz mnie palcem, gdzieś w głębi duszy też chcesz uciec z tłumu. A wystarczy tak mało, wystarczy być sobą. Każdy na około mówi o indywidualności o tym, że każdy jest wyjątkowy, ale to nie prawda. Tak mydlą Ci oczy, zasypują je piaskiem i stajesz się ślepy. Wiesz, że nie kłamie. Wiesz, ale co z tym zrobisz? Zgodzisz się i nadal będziesz tkwił w tym bagnie. Tam gdzie jesteś bezpieczny, bezpieczny bo jesteś taki sam jak wszyscy. Tu nie trzeba odwagi, wystarczy wiedzieć kim się jest. Wystarczy krzyczeć. Mi się udało, uwolniłam się, wyskoczyłam z tego pociągu. Nie jestem tu sama. Jest tu sporo takich jak ja. Tych, którym się udało, a Ty nadal tam siedzisz. Pamiętaj, pamiętaj to co mówię. Nadeszła już pora, pora by opowiedzieć się po którejś ze stron. Nie bój się wybrać. Ale pamiętaj nie będzie już odwrotu. Jak ras to zrobisz nigdy już nie będziesz mógł wrócić na drugą stronę. Tylko raz można wyskoczyć z wieżowca.
sobota, 20 czerwca 2009
Jesteś moim mordercą, prywatnym tym co zabija moje marzenia, sny. Gdy umieram za każdy dzień. Straszny stwór z innej rzeczywistości, który każe mi rozcinać swoje nadgarstki i zlizywać krew z opuszków palców, z dłoni. Zmusza mnie do płaczu, którego ja już nie chcę, nie chcę bo za późno przychodzi. Moje ciało krzyczy, mówi mi, że starczy tego dobrego, ze nie mam siły już płakać. Nie wiem czego potrzebuje, na pewno jakieś rewolucji, zmiany. Odwrócenia mojego świata do góry nogami, tak nagle. Nie ważne jak to się stanie. Nie potrzeba mi tego wiedzieć.
I znowu czeka mnie życie, jakie sama nie wiem. Odbijam się od ścian, jedna i druga w jedną i drugą stronę. Czuję się jak naćpana, jak nie żywa, gdzieś nie tutaj i nie teraz. W innym świecie pełnym waty cukrowej.
Czuję tą cholerną obecność kogoś we mnie, w środku. Kogoś kto depcze mi po pietach, ale nie umiem odkryć kim on jest. Czuję jego bliskość, ale nie wiem czemu nie może mi się ujawnić. Dziwne uczucie, a może to tylko mój popieprzony umysł pełen narkotycznych wizji, poalkoholowych stanów uniesienia, mieszanina jawy i snu, może on wytwarza sobie zupełnie coś odrębnego od rzeczywistości. Może ja żyję w bańce mydlanej i nic nie jest prawdą. Ale czuje to, do cholery czuje.
I znowu czeka mnie życie, jakie sama nie wiem. Odbijam się od ścian, jedna i druga w jedną i drugą stronę. Czuję się jak naćpana, jak nie żywa, gdzieś nie tutaj i nie teraz. W innym świecie pełnym waty cukrowej.
Czuję tą cholerną obecność kogoś we mnie, w środku. Kogoś kto depcze mi po pietach, ale nie umiem odkryć kim on jest. Czuję jego bliskość, ale nie wiem czemu nie może mi się ujawnić. Dziwne uczucie, a może to tylko mój popieprzony umysł pełen narkotycznych wizji, poalkoholowych stanów uniesienia, mieszanina jawy i snu, może on wytwarza sobie zupełnie coś odrębnego od rzeczywistości. Może ja żyję w bańce mydlanej i nic nie jest prawdą. Ale czuje to, do cholery czuje.
piątek, 19 czerwca 2009
Lubię jak odwiedzasz mnie w snach. Przychodzisz nagle, bez zapowiedzi i uśmiechasz się znacząco. Lubię jak to robisz. Otwierasz furtki mojego umysłu i wnikasz do niego cały. Czasami próbuję Cię wygonić, ale najczęściej sama zapraszam. Parzę kawę i siadam obok Ciebie na tej czerwonej kanapie. Nie pozwalasz mi patrzeć sobie w oczy, czemu nie mogę wiedzieć kim jesteś? Przychodzisz tak często, więc może spotykam Cię po za snem, tak po prostu na jawie. Może spotykamy się, mijamy, może mówimy sobie dzień dobry? Łapiesz mnie za ręce, całujesz, czuję się bezpieczna przy Tobie. Wiesz pokochałam Cię, pokochałam, ale nie wiem kim jesteś. Ale to nie taka miłość do grobowej deski, bo takiej mi nie potrzeba. To miłość która zdarza się od czasu do czasu, przeważnie wtedy, gdy się spotykamy. Miłość oparta na pocałunkach, bez planów wspólnej starości. Miłość jakiej każdy pragnie. Chciałabym wiedzieć kim jesteś, postacią z bajki? Moim prywatnym wesołym miasteczkiem? Przyjedz do mnie. Za jakiś czas, zrobię obiad, zaparzę wielki kubek kawy, przyjdź tak po prostu, a nie w snach.
niedziela, 7 czerwca 2009
Może źle interpretuję rzeczywistość, ale staram się po prostu oswoić ją, zrobić taką jakąś łatwiejszą, bezpieczną i bardziej „moją”. Kręci mi się w głowie. To pewnie od dymu papierosowego, albo po prostu ścisk w głowie. Coś próbuje wydostać się na zewnątrz, ale ja nie bardzo wiem co to jest. Trochę hamuje to, bo wiem, że jeśli wyjdzie to nie będzie już odwrotu. Wpakuję się w ślepą uliczkę i będę musiała stawić czoło temu co tam się czai. Boję się. Boje, że znudzi mi się po dwóch minutach, jak wszystko ostatnio. Bardziej pisałabym się na szampana i truskawki. Chodzą mi po głowie różne myśli i te dobre i te złe. Wyobraziłam sobie własną śmierć, w stercie brudnych ubrań, niepozmywanych naczyń. Z rozmazanym makijażem i potarganymi włosami. Ktoś chce, aby mnie tutaj nie było. Czuję tą presję, tą nienawiść i nie mam pojęcia czym jest spowodowana. Mam motywację do działania. Do zupełnej destrukcji i zniszczenia. Jestem maleńką dziewczynką, która płacze w noc. Idę schować się pod poduszkę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
