poniedziałek, 22 marca 2010


Wszyscy powoli rozchodzą się do swoich stron, swoich małych syntetycznych światów zbudowanych na kontrowersyjnych i dość chwiejnych podstawach. Chciałabym zacząć życie od nowa, zacząć od nowa z tą wiedzą jaką mam dziś. Mój pies ze spuszczoną głową smętnie przechadza się po domu, czuję z nim dziwną więź, on zawsze wydaje mi się taki przygnębiony. Chciałabym chociaż na chwilę móc z nim nawiązać jakiś werbalny kontakt, spytać się o to co jest dla niego ważne i czy czuję jakąś samorealizację swojego Ja. (i nie pisać mi tutaj, że to abstrakcje, bo zwierzęta nie są istotami rozumnymi, bo zdaję sobie z tego sprawę.) Zadziwiam samą siebie moim wewnętrznym spokojem i rozdarciem. Niezrozumieniem i tym wszechogarniającym bezsensem, który czasami napędza mnie do jakiegokolwiek działania. Jestem trochę takim wolnym duchem, który uwielbia dezorganizację, rozstrojenie i pewną dawkę nieodpowiedzialności. Jestem kimś kto najlepiej czuje się w stanach granicznej euforii i depresji. Nie zadowala mnie obojętność, apatia.

Trzeba wstać o 7 rano, otworzyć jedno oko, a później drugie. Trzeba spojrzeć na świat przez wpół otwarte powieki. Na samym początku sprawia to ból, ból sprawia światło. Mały, głupi wynalazek natury, oko. "Piwne oczy są skutkiem połączenia Rozpraszania Rayleigha i średniej ilości melaniny w przedgranicznej warstwie tęczówki".Zabawne, zupełnie nie znam się na naukowych wyjaśnieniach, zupełnie ignoruje je i teraz tak sobie pomyślałam, że robię okropny błąd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz