niedziela, 30 listopada 2008
Pragnę twoich ust, twoich dłoni i wzroku twego zatopionego w pragnieniu, gdy patrzysz na moje ciało. Śnię o tobie każdej nocy i widzę jak nasze ciała są splontane w warkoczu miłości. Wiesz, gdy na Ciebie patrzę mam miliony myśli, nie dokońca moralnych, nie do końca grzecznych. Dla Ciebie wcielę się w role diablicy, w rolę kochanki pragnącej twego ciała. Cała drżę, gdy przypadkiem, a może nie? Cała drżę, gdy dotykasz moich dłoni i chcę złapać za nie i rzucić Cię na wielkie łóżko, jestem spragniona twego ciała jak wody na pustyni wiesz? Delikatnie spadnie mi ramiączko bluzki, odchylę rąbek spódnicy i będę patrzyła w twoje oczy, głęboko, abyś mógł odkryć czego pragnę, abyś wyczytać mógł moje sprośne myśli względem Ciebie. Chcę byśmy leżeli nago obok siebie, piesząc sie nawzajem, bez pośpiechu, ale myśląc tylko o punkcie kulminacyjnym, marząc o tym by stać się jednym ciałem z dwóch. Wiesz mój drogi mam propozycję na dzisiejszy wieczór...
czwartek, 13 listopada 2008
Uwielbiam moje ciało, bo płata mi figle każdego dnia. Uwielbiam je, bo z nim nigdy nie mogę się nudzić i mogę każdy zły humor mój na nie zwalić. Na to, że serce często mnie boli, a lekarze twierdzą, że jestem zdrowa, na ataki kaszlu czasem występujące, na to, że z dziwnego powodu nie chce mój organizm przyjmować pokarmów i ma ochotę spędzać godziny nad ubikacją, uwielbiam to, że z powodu braku jakichkolwiek chęci na jedzenie schudłam pare kilo i mam ciagłe awantury w domu, gdy z trudem wciskam w swoje ciało jeden posiłek dziennie, uwielbiam je moje wystające kości policzkowe, które ostatnio nad wyraz się uwidoczniły z niewiadomego powodu, a raczej z wiadomego, bo mój organizm przyzwyczaił się do napietego planu dnia i braku czasu na cokolwiek. Oczywiście to standardowe jego zachowania, ale ostatnio mnie stanowczo zadziwił, gdy w niedziele zaczełam się zwijaś z bólu z powodu czegos tak trywialnego jak prawdopodobnie pęcherz i po wieczorze spędzonym ze świadomością jego istnienia, bo wcześniej nie przypominał o sobie w postaci bólu myślałam, że jego występ został skończony, że to jednorazowy występ, lecz absurdem było myśleć, że to prawda, bo on chce chyba występować na większej scenie, ponieważ dziś pije juz 2 piwo, a on z każdym łykiem przemawia do mnie bardziej boleśnie, kkrutny to pan zabierając mi przyjemność z picia piwa. Zastanawia mnie celowość tego wszystkiego i nie mogę jej odnależć w moim niedoskonałym rozumie, lecz kiedyś spróbuję to odkryć. I błagałabym o ciało bardziej zdrowe i posłuszne, ale to tylko drobna sugestia.
poniedziałek, 1 września 2008
Wpadłam na pomysł wiesz? Wieczór, miliony świec, blask kominka i Ty i Ja. Nie odpowiadaj odrazu, napawaj się tą myślą i pozostaw mnie w błogiej niepewności. Wejdź pocichutku do pokoju z butelką mojego ulubionego wina i misą owoców ja będę czekać. Pić gorącą kawę będę i będę czekać na Ciebie. Usiądziemy obok siebie, by czuć ciepło ciał swoich i patrzeć w swe oczy będziemy w błogiej ciszy. Nakarmię Cię świerzymi owocami i napoję winem z ust swych, marząc o twych pocałunkach delikatnych i tych pełnych żądzy. Uwielbiam dotyk twój i to jak na mnie patrzysz, uwielbiam, gdy pieścisz moje piersi, gdy obsypujesz pocałunkami ciało moje, poznajesz i chwytasz łapczywie kawałek po kawałeczku. Pragnę Cię i myślę o tobie całymi dniami, o tym jak cudownie ciało moje pieścisz, już nie płaczę tylko jęczę z rozkoszy, gdy zatapiasz sie mieszy moimi udami, mój kochany. Cała drżę, gdy mnie dotykasz i wiję sie z rozkoszy, uwielbiam, gdy szepczesz mi słodkie słówka cichutko, prawie niesłyszalnie i gdy błagasz o jeszcez, uwielbiam patrzeć jak twarz twoją przenika grymas podniecenia, przyjdź do mnie wieczorem kochany.
czwartek, 1 maja 2008
Słyszę tylko szepty, nie potrafię odczytać znaczeń słów i mysli swoich. Jakoś mi źle, źle z samą sobą i nawet talerz frytek nie pomaga. Może powinnam zamknąć się w świecie swoich barw na parę chwil, ale potrzebuję też rozmów o niczym, potrzebuję głupiego gadania i beztroskości, potrzebuje ludzi. Niewiem jak odkryć w sobie dawną moc, siłe by walczyć, by iść do przodu. Potrzebuję słupiego gadania i kogoś kto mnie wysłucha, kto opowie mi bajkę na dobranoc i poprawi humor. Godzinami szukam odpowiedzi w sobie, ale chyba jej nie ma, uciekła gdzieś maleńkimi szczelinami, gdy spałam. A śmierć siada na rogu łóżka i opowiada mi bajki nocami. I czeka, czeka na mój fałszywy ruch, zwodzi mnie godzinami, ale ona potrafi być wierną przyjaciółką, powierniczką moją, śmierć co ma brązowe oczy, czarne jak węgiel. Powietrze zgęstniało tego poranka, a słońce próbuje się wedrzeć przez okno i błagam by uciekło, bo przeciez ja tak bardzo kocham noc, nocne spacery w ciepły dzień. Paraliżuje mnie strach. Ciepło, a zarazem po paru chwilach mróz. Zbiorę w pudełeczko garstkę łez i będę trzymać na pamiątkę. Czuję się jak głupia nastolatka, jakbym miała 15 lat i wiem, ze tak nie może być, ale co ja na to biedna poradzę? Zamknę oczy i będę marzyć, że wszystko jest juz ok.
poniedziałek, 11 lutego 2008
Wcale, nie bałam się twego wzroku, Ciebie nie bałam się kiedyś, a teraz drżę na Twój widok. Kiedyś było cudownie, kochałam Cię ponad życie, a teraz? Teraz chodzę po domu cichutko, na paluszkach by Cię, nie zdenerwować, boję się gdziekolwiek, wyjść, powiedzieć cokolwiek boję się. NIe chcę byś mnie znowu bił, nie chcę płakać, gdy wpadasz we wściekłość, lecz wiem, żę odejść nie mogę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
