Wyszłam na deszcz, zapomniałam gdzie mam iść. Wszystko tak szybko wyleciało mi z głowy. Spacerowałam boso ulicami miasta. Czasami sobie myślę, że życie jest w sumie piękne. Wiosna, drzewa obsypały się zielenią. Zobaczyłam kogoś w kawiarni. Zatrzymałam się i weszłam do środka. Usiadłam stolik obok. Wydaje mi się, że to sen. Zamawiam kawę, wyciągam papierosa i siedzę. On nawet nie spojrzał. Bezwstydnie zarzucam nogę na nogę i co chwile zerkam w jego kierunku. Kim on może być? Tak po prostu sobie siedzi i maluje na kawałku papieru. Nie jestem przyzwyczajona do mężczyzn, który po dwóch spojrzeniach nie podchodzą do mnie i nie mówią: Może byśmy poszli do mnie.
Wstaje i siadam obok niego, on nawet nie spojrzał. Jestem trochę poirytowana, lecz intryguje mnie ten ktoś. Pukam go w ramię, on spogląda i każde mi poczekać. Czekać? Jakiś facet każe mi czekać? Nie dość, że to ja się dosiadłam, to on każe mi siedzieć w ciszy, zamiast rozmawiać ze mną. Kim jesteś proszę Pana? On po 20 minutach, które spędziłam przyglądając się przechodnią, łapie mnie po prostu za rękę, rzuca na stolik garść pieniędzy i wyprowadza z kawiarni. Prowadzi mnie, gdzieś w ciszy. Jedna moja część chce uciekać, lecz druga idzie. Dochodzimy do rzeki. On siada na trawie i ciągnie mnie w dół.
-Jestem Adam, tu jest mój świat, zobacz będziemy teraz karmić kaczki. A Ty kim jesteś?
-Jestem promykiem słońca. Tak możesz do mnie mówić. Zobacz znalazłam białe piórko.
I tak rozmawialiśmy ze sobą aż zaczęło się ściemniać. Po prostu tylko rozmawialiśmy, nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. Ten ktoś nie żądał ode mnie niczego więcej niż tylko rozmowy. I nie chciałam tego zaburzać. Spojrzałam na zegarek, jestem już spóźniona. Pocałowałam go w czoło i uciekłam. Może się jeszcze kiedyś spotkamy, a może nie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz