Piątek. A może to była sobota? Nie pamiętam już dni, które malowałeś dla mnie. Zjawiasz się czasami, wpadasz bez zapowiedzi, beznamiętnie, bezwstydnie, tak po prostu. Staram się, aby wszystko było idealne, ale Ty nic sobie z tego nie robisz. Denerwuje mnie ten Twój bezpłciowy ton. Ten wzrok niewyrażający niczego. Jako mała dziewczynka chciałam mieć konia na biegunach, kupisz mi? Znowu spoglądam na zegarek, denerwuje się. A co jeśli nie sprostam Twoim oczekiwaniom? A co jeśli znowu będziesz musiał mnie uderzyć? Ucieszyłam się, gdy promień słońca oświecił moje ciało. Trwa wieczna wojna. Moich wewnętrznych głosów. Ona mówi jedno ja drugie. Kwestia przyzwyczajenia. Ona krzyczy, ja milczę. Albo na zmianę, chociaż to ona jest tą złą. Ona namawia mnie do jedzenia czekolady i chodzenia nago po domu. Ona jest władcza i lubi rządzić. Czasami udaje zimną sukę i ma ochotę zrobić coś niedobrego. Z kolei ta dobra księżniczka jest mała i niewinna. Boi się wszystkiego i nie chce nikogo skrzywdzić.
Przyjdź do mnie. Po prostu popołudniu. Wejdź bez pytania, złap za rękę i rzuć na łóżko. Nie potrzebuję ckliwości, żadnego dzień dobry witaj. Po prostu rzuć mnie i lubieżnie pocałuj. Nie pytaj czy tego chce. Rozbierz, zedrzyj ubranie, nie przejmuj się niczym. Nie udawaj przesadnej i niepotrzebnej grzeczności. Przecież nikt nie zwraca na to uwagi. Możesz gryźć drapać i nie zwracaj uwagi jak krzyczę. Po co zbędne słowa? Potrzebuję kogoś kto nie będzie się mnie pytał o zdanie, kogoś kto będzie moim panem. Znudziło mi się wieczne bycie tą silną, która rozdaje karty. Cholera, chciałabym, aby to teraz mi ktoś mówił co mam robić. Brak mi natchnienia zmian, wszystko to jakieś bezpłciowe. Zwykłe i szare.
Katarzyno znajdź się po drugiej stronie lustra.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz