7:00 pobudka. Cholerne słońce wpadające do mieszkania. Jestem naga. Nakrywam głowę poduszką. To nic nie daje. Dobra wstajemy. Boli mnie brzuch. Domaga się codziennej porcji jedzenia. Ale potrafię go oszukać butelką wody. Nie będziesz dzisiaj jadł, o nie mój drogi. Bolą mnie plecy, cóż starość nie radość. Powyginam się trochę, a na drugi dzień mam kłopoty z chodzeniem. Docieram do kuchni. Kawka z mlekiem plus papieros. Siadam na stołeczku przy oknie i rozkoszuje się jakże wykwintnym śniadaniem. W tle słychać przejeżdżający tramwaj, sąsiadkę z góry chodzącą po domu i szum liści. Mieszkania w blokach są straszne. Słyszę każdy szelest z góry, dołu, boku. Zamknijcie się wreszcie ludzie. Po kawce długa kąpiel. Lubie jak marszczą mi się palce. Musze zwymiotować. Na chwilę zostawcie mnie samą, za drzwiami stójcie. No już. Możemy zacząć dzień.
o 10:30 dowiedziałam się, że jestem idealistką.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz