Biegłam. Między blokami maleńkimi uliczkami. Biegłam ile sił w nogach. Byłam spóźniona znowu spóźniona. Pod kino dobiegłam po 20 minutach. Zobaczyłam Kube z twarzą w kolorze dojrzałej śliwki. Nie wiem czy to z wściekłości czy może on tak zawsze ma ale gdy podeszłam wykrzyczał:
Cholera czy Ty nie umiesz przyjść na wyznaczoną godzinę? Tak trudno? Czekam na Ciebie i czekam. Teraz możemy iść na piwo do parku.
Znudziło mi się patrzenie na niego. Tańczyłam na chodniku tak tutaj i teraz. On znowu zaczął swoją gadkę o miłości. Kolejny pretekst by mnie przelecieć. Przecież z miłości ładniej brzmi. Ale ja nie umiem kochać. Kogoś takiego jak on? Miłość jest śmieszna. Pamiętam jak kiedyś wydawało mi się że kocham. Byłam śmieszna, a on był draniem. Cholera od tej pory nie pozwolę nikomu się skrzywdzić. Jestem już dużą dziewczynką. Czas się zatrzymał. Wszystko na chwilę stanęło tylko ja byłam w ciągłym ruchu.
Obudziłam się. Przetarłam oczy. Białe ściany jestem w jakimś obcym miejscu. Kroplówka? Co się stało? W jaki sposób trafiłam do szpitala? Muszę stąd uciec wydostać się. Oni chcą mnie omamić, zabić. Uczą bycia takim jak wszyscy, ale ja znam tajemnicę. Nie oszukacie mnie. Wszedł lekarz, dostałam opieprz, że niedługo zagłodzę się na śmierć, że to anoreksja, że muszę jeść więcej. Że jestem niezdrowo chuda i muszę przytyć bo wystają mi wszystkie kości. Uśmiecham się tłumaczę, że nie miałam ostatnio czasu, stres. Obiecuję jeść normalnie, jeśli tylko mnie wypuszczą. Lekarz obiecuje, że jeszcze dziś wyjdę. Co on wie? Oni wszyscy chcą bym była obrzydliwie gruba. Chcą mnie zniszczyć. Chcą bym była taka jak oni. Nigdy!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz