czwartek, 1 maja 2008

Słyszę tylko szepty, nie potrafię odczytać znaczeń słów i mysli swoich. Jakoś mi źle, źle z samą sobą i nawet talerz frytek nie pomaga. Może powinnam zamknąć się w świecie swoich barw na parę chwil, ale potrzebuję też rozmów o niczym, potrzebuję głupiego gadania i beztroskości, potrzebuje ludzi. Niewiem jak odkryć w sobie dawną moc, siłe by walczyć, by iść do przodu. Potrzebuję słupiego gadania i kogoś kto mnie wysłucha, kto opowie mi bajkę na dobranoc i poprawi humor. Godzinami szukam odpowiedzi w sobie, ale chyba jej nie ma, uciekła gdzieś maleńkimi szczelinami, gdy spałam. A śmierć siada na rogu łóżka i opowiada mi bajki nocami. I czeka, czeka na mój fałszywy ruch, zwodzi mnie godzinami, ale ona potrafi być wierną przyjaciółką, powierniczką moją, śmierć co ma brązowe oczy, czarne jak węgiel. Powietrze zgęstniało tego poranka, a słońce próbuje się wedrzeć przez okno i błagam by uciekło, bo przeciez ja tak bardzo kocham noc, nocne spacery w ciepły dzień. Paraliżuje mnie strach. Ciepło, a zarazem po paru chwilach mróz. Zbiorę w pudełeczko garstkę łez i będę trzymać na pamiątkę. Czuję się jak głupia nastolatka, jakbym miała 15 lat i wiem, ze tak nie może być, ale co ja na to biedna poradzę? Zamknę oczy i będę marzyć, że wszystko jest juz ok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz