czwartek, 13 listopada 2008

Uwielbiam moje ciało, bo płata mi figle każdego dnia. Uwielbiam je, bo z nim nigdy nie mogę się nudzić i mogę każdy zły humor mój na nie zwalić. Na to, że serce często mnie boli, a lekarze twierdzą, że jestem zdrowa, na ataki kaszlu czasem występujące, na to, że z dziwnego powodu nie chce mój organizm przyjmować pokarmów i ma ochotę spędzać godziny nad ubikacją, uwielbiam to, że z powodu braku jakichkolwiek chęci na jedzenie schudłam pare kilo i mam ciagłe awantury w domu, gdy z trudem wciskam w swoje ciało jeden posiłek dziennie, uwielbiam je moje wystające kości policzkowe, które ostatnio nad wyraz się uwidoczniły z niewiadomego powodu, a raczej z wiadomego, bo mój organizm przyzwyczaił się do napietego planu dnia i braku czasu na cokolwiek. Oczywiście to standardowe jego zachowania, ale ostatnio mnie stanowczo zadziwił, gdy w niedziele zaczełam się zwijaś z bólu z powodu czegos tak trywialnego jak prawdopodobnie pęcherz i po wieczorze spędzonym ze świadomością jego istnienia, bo wcześniej nie przypominał o sobie w postaci bólu myślałam, że jego występ został skończony, że to jednorazowy występ, lecz absurdem było myśleć, że to prawda, bo on chce chyba występować na większej scenie, ponieważ dziś pije juz 2 piwo, a on z każdym łykiem przemawia do mnie bardziej boleśnie, kkrutny to pan zabierając mi przyjemność z picia piwa. Zastanawia mnie celowość tego wszystkiego i nie mogę jej odnależć w moim niedoskonałym rozumie, lecz kiedyś spróbuję to odkryć. I błagałabym o ciało bardziej zdrowe i posłuszne, ale to tylko drobna sugestia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz