piątek, 13 marca 2009

Byłeś kiedyś małym chłopcem, dziewczynką i ja kiedyś byłam mała. Marzyłam o koniu na biegunach. Postawiłabym go na strychu i cichutko na paluszkach wbiegałabym po schodach i gładziła jego aksamitną sierść.

W tle cichutko grałaby muzyka, a ja z zaróżowionymi policzkami trzymałabym się grzywy mojego rumaka. Nuciłabym piosenki z dzieciństwa i galopowałabym po plaży. Piękny zachód słońca i błękitne niebo. Uwielbiam te przejażdżki, gdy obserwuję fale rozbijające się o brzeg. Wiatr rozwiewa moje brązowe włosy. Uwielbiam poranki, gdy mogę przenieść się w zupełnie inną rzeczywistość. Świat w innych barwach, takich, które moja dziecięca wyobraźnia buduje. Podczas jednej z tych przejażdżek znalazłam piękną muszelkę o barwie kremowego aksamitu. Złapałam ją moimi maleńkimi rączkami i z drżeniem przystawiłam do ucha. Szum morza, cichutki, delikatny. Bałam się, że to wszystko zniknie, nie mogłam zbyt długo napawać się tą cudowną chwilą by nie uciekła, więc muszlę wsunęłam do kieszonki i jechałam dalej, dalej przed siebie.

Marzyłam o posiadaniu maleńkiego smoka, którego trzymałabym na parapecie w pudelku.

Kiedyś przechadzałam się po maleńkim targu obok mojego domu i podszedł do mnie pan z ogromną siwą brodą, taki pan jakiego spotykają w bajkach smutne dziewczynki. Miał piękne błękitne oczy i delikatny głos. Ofiarował mi maleńkie pudełko i zanim odchyliłam wieczko zniknął gdzieś, a ja nie zdążyłam mu nawet podziękować za podarek. W środku był maleńki smok, który na widok moich ciekawskich oczu uśmiechnął się i rozprostował skrzydła. Pobiegłam szybciutko do domu ściskając puzderko jakby było najcenniejszym skarbem. Ukryłam go na parapecie, mojego nowego wspaniałego przyjaciela, który mieścił się w mojej dłoni. Karmiłam go świeżymi liśćmi sałaty i okruchami chleba. Był taki piękny, jak spełnienie wszystkich marzeń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz